Questo sito (compresi gli strumenti di terze parti utilizzati in esso) si avvale di cookie necessari al funzionamento ed utili alle finalità illustrate nella cookie policy.
Continuando a navigare su questo sito o cliccando sui link al suo interno accetti il servizio e gli stessi cookie.

Shores Of Hope - Recensione su Rock Area

Klasyczny amerykański rock z domieszką heavy metalu. Jedna uwaga: panowie pochodzą z włoskiej Ferrary, a nie z Los Angeles. Materiał z debiutanckiego albumu brzmi jednak bardzo stylowo i został podany ze smakiem.

„Guns! Guns! Guns!“ - dwa w jednym. Oczywiste nawiązanie do hiciora Motley Crue „Girls, Girls, Girls“ oraz nazwy Guns’n’Roses. Muzycznie te dwie kapele też są wyjątkowo często obecne na „Shores of Hope“. Włosi muszą również lubić płytę „Slave To The Grind“ Skid Row. Natomiast w „Pharaoh“ kłaniają się nisko Mistrzowi Dio. Czy muszę dodawać, że kawałek o takim tytule okraszony został wschodnimi klimatami? Schemat ograny do bólu, ale brzmi ok. Oczywiście na płycie kapeli zafascynowanej rockową Ameryką nie mogło zabraknąć chwytliwych melodii i łatwo wpadających w ucho refrenów (dotyczy to zwłaszcza kawałków „Black Century" i „Godspeed“).

W kraju nad Wisłą szczególnie może spodobać się „Uhlans, 1915„ - wszak ułańska fantazja wciąż jest u nas w cenie (końcówka tego utworu przypomina środkową część kultowego „One" Metalliki). Swoją drogą, rozstrzał tematyczny płyty może zaskakiwać. Poważne teksty sąsiadują tutaj z typowymi rockowymi banałami w rodzaju „Rock Beast“. Należy to chyba tłumaczyć faktem, że materiał na „Shores of Hope“ powstawał przez kilka lat.

Szału nie ma, ale muza całkiem, całkiem... Na pewno warto poznać ten materiał.

Robert Dłucik - 16/05/2014
Voto 7/10
Leggi l'articolo originale